Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/011

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdyż i ten i ów na cię, byle skończył bitwę,
Żeś jego prośbę wzgardził, cicho ostrzy brzytwę.
Nie możeszli ich zgodzić, nie czekaj wygranej:
Zawczasu się przychylaj do mocniejszej ściany;
Umykaj z tego boku, który bliższy wody,
Siedząc na środku łodzi, jeśli chcesz ujść szkody.



Dojutraszek.


Baleś mię w ten czas nie znał! baleś nie ratował,
Kiedym w toni kłopotów po uszy bobrował!
Z dalekaś patrzył, jako moja biera padnie;
Któż wie, jeśliś nie życzył pić mi wody na dnie?
Jeśliś nie mógł zdobyczą całego mieć bobra,
I deska z sąsiedzkiego rozbicia rzecz dobra.
Teraz, widząc na wierzchu z niebezpiecznej tonie,
Ofiarujesz swe chęci; wierę mniej dbam o nie.
Zawodzi się, kto takich przyjaciół sposobi;
Łacno o myszkę, łacno o ptaszka do zobi:
Dmuchnie wiatr, aż oboje wraca do natury,
Ptak oknem leci na dwór, mysz się kryje w dziory.
Fortel na złego charta, co tylko do parzy,
W polu nie chce pościgać: wieśsić, gdzie się zdarzy.



Chceszli wziąć, daj.


Kto chce wziąć, trzeba wprzód dać: samo niebo świadkiem,
Że wzięte być inaczej nie chce, tylko datkiem.
Ktoby rzekł, że Bóg czego po nas, będąc Bogiem,
Potrzebuje? Bogu ten, kto daje ubogiem.
Starej to przypowieści argument niezbity:
Daję, żebyś dał; czynię, żebyś czynił i ty.