Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/008

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O sławę mu gra chodzi, żeby tym nie staniał,
Przeto nie wiem, słusznieli ktoś Turkom przyganiał,
Że zaraz na szubieńcę prowadzono, ktory
Obojął się go leczyć, skoro umarł chory.
Nie proszki, nie syropy nieznane nam zgoła,
Miara, wczas przy dyecie i domowe zioła,
Które ubodzy naszy zagrodnicy jedzą,
Doktory i zamorskie brednie upośledzą.
Każdy kraj ma osobne liścia i korzenia
Do ludzkiego i inszych zwierzów przyrodzenia.
Kto je przywiozszy do nas nimi ubezpieczy,
Kłama, bo gorzej truje dla zysku, nie leczy.
I mojać już na cienkim włosie wisi przędza,
Proszę miasto doktora w chorobie o księdza,
Chyba żeby, jakiej się dzisia jęli mody,
Ksiądz oraz był doktorem dla większej wygody.



W duchu się cieszyć.


Chceli kto, żeby zazdrość nie mogła mu wadzić?
Radzę głęboko w sercu pociechę osadzić.
Z tej przyczyny Poppeą żonę Otto zgubie!,
Kiedy się przed Neronem z jej urody chlubieł.
I krukby się lepiej miał, gdyby nie to licho,
Że zwabi kompanią, nie mogąc jeść cicho;
Często mu nie połkniony kęs wypadnie z pysku.
Niemasz z chwały żadnego krom zazdrości zysku.
Dał ci Bóg grzeczne dzieci? wolno ludziom chwalić,
Ty milcz, nie chciej do zguby okazyej galić.
Odbiera od chwałeckich swoje Boskie dary:
Przykład w Ezechiaszu ma testament stary,