Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/007

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ręce Chrystusowe


Kupując coś dziecięciu w aptece na glisty,
Przeczytam na ampule słowa: Manus Christi.
Wżdy Pan Jezus z rękoma wszedł do nieba — rzekę —
Wieręby słuszna skarać o ten grzech aptekę.
Tu aptekarz: Nie ręka, lecz która pochadza,
W tym słoju leży z ręku Chrystusowych władza.
A ja: Czemuż się o niej dla Boga nie dowie
Józefowicz we Lwowie, Reynekier w Krakowie
Wprzód, niż mi tamten syna, ten córkę umorzy?
Żywot brali umarli, zdrowie wszyscy chorzy
Z rąk Chrystusowych; jeszcze mam syna, mam wnęki,
Nażyczcie mi choć jednej, przedajnali, ręki.
O straszna impostura! o powaga lekka,
Mocy Bożej się równać! Że kędyś z daleka
Przywiózszy, nakłócili do swej woli ziela,
Przeto je zwać rękami świata Stworzyciela?
Nie znaliż pierwej ludzie, a dłużej sto razy
Żyli, niżli my daisia, takowej zarazy,
Bo do natury żyjąc, jedli, pili miernie.
Wszystko dyabeł na świecie, i to też przewernie.
Z rozpusty do nas weszła doktorska nauka,
Mając doma lekarstwa, za morzami szuka,
Przezwiska im, jakie się któremu zabaży,
I skutki przypisując dla droższej przedaży,
Że więcej poszły, które uważa, na czary,
Dziesięć ze sta uzdrowią, ostatek na mary.
A kiedy manus Christi żadnej nie ma mocy,
Wziąwszy doktor pieniądze choć i o północy,
Choć na ich konfuzyą siełu się wylega
Zwątpionych, mocą Bożą, od chorego zbiega.