Strona:PL W klatce.djvu/408

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zimowe w sypialni Dolewskiéj palił się ogień na kominie, a przed nim Owsicka przędła na kołowrotku, słuchając opowiadań o snach Szeherezady. W najciemniejszym kątku pokoju, na nizkiéj pod ścinaną ławeczce, siadywała obłąkana. Przed nią stała kołyska próżna, a ona zwolna poruszając ją ręką, śpiewała pół-głosem pieśń, jaką matki usypiają swoje dzieci. Niekiedy obok staruszki siadała pod światłem lampy blade, jasnowłosa dziewczyna i łagodnym głosem czytała książkę pociechy.
„Niestety! czémże jest to życie, w którém utrapienia i nędze nigdy nie ustają, w którém zewsząd jest pełno sideł i smutków?”
„Nad wszystko i we wszystkiém zawsze, duszo moja, spoczywaj w Panu, bo on sam jest wiecznym odpoczynkiem twoim.”
Czytała tak Magdzia, a Dolewska, kołysząc próżną kolebkę, słuchała jéj z wytężeniem. Gdy słodki głos dziewczyny przestawał rozlegać się po izdebce, obłąkana podnosiła głowę i wołała nagle ostrym krzykiem:
— Lucysiu! Lucysiu! gdzie mój Lucyś, gdzie moje dziecko?
— Lucyś śpi, nie budź go — łagodnie odpowiadała Magdzia, a słowem tém uspokajona staruszka zaczynała znowu kołysać kolebkę, nucąc pół-głosem.
Wkoło domu wiatr szumiał zimowy, przed kominkiem turkotał kołowrotek Owsickiéj, a zbłąkany duch