Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Pisma - Tom 32 - Ave Patria.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

burta w burtę, i niby Lelum Polelum, rzucili się w bój, na wspólną śmierć.
Forteca wyła piorunami, jak furja, ulewa błyskawic przeszywała mroki straszliwym migotem, a huragan kul spadał bezustannie, gdy brandery ostatnie wysunęły się nagle w krąg świateł i skoczyły do przejścia całą mocą maszyn.
— Banzaj! Banzaj! — krzyczeli, lecąc jak wicher.
Hirosze stał na kapitańskim moście, zimny i spokojny.
Rój statków zagrodził mu drogę czarną, rozbłyskaną chmurą.
— Ognia! — zagrały trąbki sygnałowe.
Ryknęły salwy, zaszczekały pompony z kapitańskich pomostów i jakieś szczątki zamajaczyły na falach, jakieś wrzaski nieludzkie podnosiły się w pluskach i grzmotach, ale brandery pędziły, jak burza, tratując wszystko po drodze. Pędziły na śmierć i zwycięstwo.
A bitwa stała się już szałem śmierci, kule przeorywały pokłady, rzygając stalą i ogniem, druzgotały boki, a sypiąc się nieustającym gradem, niby żelaznemi cepami rozmiażdżały rzecz każdą.
Huragan piorunów spadał potopem, ludzie marli dokoła, padając, jak drzewa podarte, walili się trupami na stosy, jeszcze drgające, spadali w morze, jak kamienie, wili się w kałużach krwi, w kupach ciał straszliwie poszarpanych, ale pozostali, porwani bojową wichurą, oślepli w dymach,