Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Marzyciel Szkic powieściowy.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mu spokój i skwapliwie wrócił do kieliszka, pito już bowiem strzemiennego i żegnano się z Buczkiem; każdy go brał w ramiona, każdy ściskał i każdy z serdecznem wylaniem życzył mu szczęścia na nowej drodze; wielu miało szczere łzy w oczach, Buczek był głęboko wzruszony, a Frania, pod wpływem ogólnego rozczulenia, wybuchnęła płaczem i również całowała się ze wszystkimi.
Już mieli wychodzić, gdy Soczkowi strzeliła nadzwyczajna myśl.
— Panowie! — zawołał, wskazując Józia. — Wypijmy za zdrowie tej sieroty, wypijmy!
Zabrzękły kieliszki, otoczyli śpiącego, a Dzięcioł zagrzmiał ostatnim toastem:


„Za zdrowie tej opuszczonej sieroty, naszego kasjera!
Niech ciągle chrapie, a nigdy nie umiera”.


Wytoczyli się ze śmiechem, po chwili zaturkotały wózki, a dom ogarnęła cisza.
Maciuś powysączał resztki z kieliszków, pogasił światła i poszedł spać.
Świeciło się jeszcze w sypialnym, ale drzwi były otwarte narozcież, i smuga światła sięgała do otomany, na której leżał Józio, że słyszał każde słowo i widział najmniejsze poruszenie. Frania zakręcała sobie włosy papierkami, a Mikado rzucił krawat wraz z kołnierzykiem gdzieś w kąt, pugilares wsunął pod poduszkę i, śpiesznie zdjąwszy ubranie, położył się do łóżka.