Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Marzyciel Szkic powieściowy.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 145 —

— Walę w piąteczkę, oczko dziesięć kopiejeczek!
— Rubelek stoi na damie! Syp Ignac, na całego, cholero, z marcepanem!
— Piąteczka, moja! Płacić! Ósemka, moja! Nóżki na stół! Dama kładzie się sama! Gotówka!
Wykrzykiwali za jego plecami konduktorzy, odsunął się od nich z głębokiem lekceważeniem, a ponieważ właśnie minęli przedostatnią stację, zamknął się w pustym przedziale, otworzył walizę i przebrał się w nadzwyczajny, podróżny kostjum; włożył workowate nieprzemakalne palto, zawiesił na brzuchu podróżną lornetkę, nadział płaską angielską czapkę, wsadził na nos binokle i, skoro tylko pociąg przystanął, wyskoczył na peron. Był tak jaskrawo pokratkowany, że natychmiast otoczyli go tragarze. Oddał im walizę i łamaną polszczyzną rozkazał sprowadzić dorożkę i zawieźć się do Europejskiego hotelu.
Sprawiało mu głęboką przyjemność udawanie Anglika, więc jak prawdziwy cudzoziemiec rozglądał się z dorożki po ulicach i domach.
W hotelu nie mógł się porozumieć, aż musiano sprowadzić tłumacza. Zapisał się w książce przyjezdnych jakiemś angielskiem nazwiskiemi i, uprzedziwszy, że może będzie zmuszony wyjeżdżać jeszcze dzisiaj w nocy, kazał się zaprowadzić do kawiarni.
U Loursa było już tak natłoczone, że z trudem znalazłszy wolny stolik, bardzo głośno po