Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Komedyantka.djvu/299

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jeszcze czasami o tych wróżbach mecenasa, one już nie czyniły na niej takiego wrażenia.
Wieczorem tegoż dnia przysłał jej mecenas za kulisy przez posłańca bukiet, pudełko cukierków i list, zapraszający na kolacyę do „Sielanki“, wzmiankując, że będzie i Majkowska z Topolskim.
Przeczytała i, nie wiedząc co począć, zapytała Sowińskiej.
— Bukiet sprzedać, cukierki zjeść i pójść na kolacyę.
— Pani mi radzi?...
Sowińska pogardliwie zżymnęła ramionami i odpowiedziała szorstko:
— I!... prędzej, czy później to musi być... Wszystkie jesteście...
Nie dokończyła zdania i wyszła.
Janka ze złością bukiet rzuciła w kąt, cukierki rozdała i po przedstawieniu poszła prosto do domu, oburzona niezmiernie na mecenasa, który jej się wydawał bardzo poważnym i zacnym człowiekiem.
Na drugi dzień, na próbie, Majkowska odezwała się do niej z przekąsem:
— Jesteś pani niepokalaną... romantyczką.
— Nie, tylko powinnam szanować swoją godność ludzką.
— „Żebyś była czystą jak śnieg, nie ujdziesz potwarzy... Idź do klasztoru!“ — zadeklamowała Mela.
— Nie dbam o opinię; tylko wobec siebie chcę pozostać czystą... Każdy brud jest mi wstrętnym i nawet dla dopięcia swoich marzeń nie zrobiłabym podłości.