Strona:PL Władysław Bełza - Dla polskich dzieci.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co była łaściuch jak rzadko!
Zaledwie że czereśnie dała na stół Rózia,
Wnet na nie Zosia napada,
Pakuje je w usteczka, aż puchnie jej buzia,
Z takiem łakomstwem zajada!
Wtem mateczka się zjawia.
— No cóż, moja córko!
Czemżeś tak bardzo zajęta?
— Czem, mamo?
— Tak, czem, pytam.
— Ach! tą konfiturką,
Smażę, aż bolą rączęta.
— I żadnej nie ruszyłaś?
— Żadnej, proszę mamy,
Niech mama Rózię zapyta!
A skądże buzia czarna, skąd na niej te plamy?
— Bo jeszcze dzisiaj nie myta!
— I stąd czarna, nieprawdaż? O! dziewczynko mała,
Złe się bardzo uczucie w twem serduszku budzi:
Ty skłamałaś, więc buzia od kłamstwa zczerniała,
Bo kłamstwo duszę kala i usteczka brudzi!


Dla polskich dzieci page0170.jpg