Strona:PL Władysław Bełza - Dla polskich dzieci.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DWOREK

Bieluchny dworek, śliczne pokoje,
O! jakże ciepło w nich bez wątpienia;
Ale czy wiecie, dziateczki moje,
Ilu to ludzi drży bez schronienia?

Każdy pokoik wasz ogrzewany,
To też na zimno nikt nie narzeka,
A u tych biednych, przez wątłe ściany
I wiatr przewiewa i deszcz przecieka.

Tam, obok łoża chorej mateczki,
Co już rok cały jęczy w niemocy,
Z piersią łkającą, biedne dziateczki,
Wzywają kornie wsparcia, pomocy.

Gdy was maleńcy mateczka pieści,
I niby Anioł czuwa nad wami,
Tamta swe dzieci w niemej boleści,
Karmi westchnieniem i poi łzami.