Przejdź do zawartości

Strona:PL Władysław Łoziński - Oko proroka.djvu/048

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Stań plecyma do skały, oprzyj się o nią, tak abyś sobą przykrył rozpadlinę.
 Zrobiłem tak, jak Semen chciał.
 — Patrz teraz naprzód, prosto przed siebie, jak strzelił; dziewięć kroków zrób, ale dużych, dobrze rozsadzaj nogi, boś ty mniejszy ode mnie.
 Zrobiłem dziewięć kroków.
 — Teraz klęknij na jedno kolano.
 Ukląkłem — a Semen przystąpił do mnie, przysiadł i ziemię koło mego kolana dobrze oglądnął.
 — Tak dobrze, wraz dobrze, jak strzelił. Czy widzisz co na ziemi, znak jaki, ślad jaki?
 — Nic takiego nie widzę — odpowiedziałem.
 — Słuchajże! w tym miejscu, na którym jest teraz twoje kolano, zakopałem to, co mego ojca zawiodło w jasyr, co Mordacha wydało na moją zemstę, co już przedtem i mnogiej krwi i mnogiego nieszczęścia było przyczyną. Tego Persa, co to przyniósł był aż z indyjskiej ziemi, struł jeden Ormianin, tego Ormianina udusili trzej Greczyni w Białogrodzie, tych Greczynów utopić kazał basza jędropolski, tego baszę zabił ataman Łoboda, Łobodę, rozsiekali mołojcy, aż się to dostało memu ojcu, a ojciec usycha teraz w pogańskich łykach... Kiedybyś chciał wziąć, com zakopał, to i ciebie spotka nieszczęście i zguba!
 — A ty tego nie weźmiesz? — pytam Semena.

 — Wezmę; na tom zakopał, abym wziął. Ale teraz brać się boję, bo mnie wywołali już wszędy dokoła za tego Mordacha jako zabójcę; muszę się dobrze pilnować, abym uszedł zdrowo. Nosić to przy sobie niebezpieczno; można zgubić, można przez zło-