Strona:PL Upominek z prac Stanisława Jachowicza.djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rozmowa o chlebie.




Syn prosił matkę o kawałek chleba, to dało powód do następującej rozmowy.
Matka. Dobrze, mój synu, dam ci; ale czy wiesz ty skąd się chleb bierze?
Syn. Pieką go, kochana mamo.
M. Tak jest, bierze się mąka i woda, rozgniata się, rozczynia kwasem, potem roznieca się ogień w piecu, i gdy ten się dostatecznie ogrzeje, piecze się w nim ciasto i robi się chleb, zdatny do jedzenia. Uważaj, kochane dziecię, ile to potrzeba zachodu, żeby z mąki był chleb.
S. Ale skąd się bierze ta mąka?
M. Ze zboża. Młynarz miele je na mąkę.
S. A skąd zboże?
M. Wyrasta z ziemi. Rolnik je tam zasiał. Nie tylko zasiał, ale najprzód pole uprawił, zagnoił, wtedy dopiero ziarnem zasiał i zawlókł czyli zabronował. Czy zdaje ci się, że to już wszystko, mój synu?
S. Nie, kochana matko, rolnik zboże zżął, powiązał, zwiózł do stodoły i wymłócił.
M. Tak jest, mój synu. Ale kto sprawia, że ziarno przyjmuje się w ziemi i wyrasta? Kto spuszcza nań rosę i deszcz? Kto każe słońcu przyświecać, ażeby zboże dojrzeć mogło? Tego wszystkiego nie może zrobić rolnik, równie jak