Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz cóż to znaczy? W salonach jednej i drugiej arystokracji było ze dwudziestu młodych paniczów, którzy wszelkiemi tony opiewali jego pochwały, i opowiadali o nim niestworzone rzeczy. Na zgromadzeniach obywatelskich i nawet w towarzystwach pozasklepowych były szlachetne pół-lwy, piękni młodzieńcy zdobni ostrogą, ale mierzący łokciem, którzy padali na kolana przed przezacném imieniem dostojnego markiza; nakoniec w najgłębszych zakątkach szynkowni, byli pogardy godni łotrzy, którzy przy szklankach groku przekręcali to samo imię. Dla czego? nie umielibyśmy powiedziéć.
Jakoż, kiedy mężczyzni o czém mówią, kobiéty zwykle więcéj jeszcze do tego przydają i szczebiocą. Stąd ów zagłuszający koncert, który z salonu, z przedpokoju, sklepu i poddasza, przesłał w chmurne niebo Londynu tysiąc razy powtórzone imię Rio-Santo.
A każdy przedstawiał sobie tajemniczego markiza według naturalnéj, właściwéj swojéj wyobraźni. Mężowie, uwiedzeni jego nazwiskiem i reputacją, spodziewali się, że ujrzą na nim czerwony płaszcz Fra-Djavola, albo przynajmniéj kapelusz z piórem Don Juana. Żony upo-