Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/654

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dnak zapewnić sobie pomoc nawet zagranicznych posłów, obmyślał tajemne i niepojęte środki ku urzeczywistnieniu swego celu. — Później powiemy kto był Rio-Santo, dla czego zapragnął wielkiego znaczenia i wpływów, czemu na pozór przyjaciel i stronnik arystokracyi angielskiéj, chciał zawiązać z nią ściślejsze stosunki przez spokrewnienie się z bogatym lordem Trewor, a skrycie żywił nieopisaną i niepohamowaną nienawiść dla wszystkiego co jest angielskie, i tajemnie zewsząd podkopywał ogromny angielski kolos, który, zdaniem jego, runąwszy ze swéj posady miał się własnemi zasypać gruzy.
W takich to marzeniach pogrążony Rio-Santo upadł znowu na sofę. Było już około godziny dziesiątéj. — Markiz zwykle większą część nocy przepędzał na odzyskaniu czasu, który mu świat zabierał, ale tego wieczoru, trud przemógł. — Gdy więc dumać zaczął, głowa jego upadła na poduszki: usnął.
Sen jego był niespokojny. — Zegar bijący północ, nagle go przebudził. Wstał, ale zaledwie krok postąpił, dotknął nogą ciała człowieka rozciągniętego bez życia na kobiercu.
Nie był to złoczyńca, bo silny i wierny Lovely