Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Napróżno szukał w swojéj pamięci, i wkrótce wyznać musiał, ze czcze podobieństwo w błąd go zapewne wprowadziło.
Nieznajomy w rzeczy saméj nie był zezowaty, owszém daleko było do tego. Wielkie ciemnoniebieskie oczy podwajały wdzięki jego fizyonomii. Spojrzenie jego było nakazujące i pełne myśli; jedocześnie sucha i bez połysku emalia, okalająca źrenicę jego, przekonywała, że powiemy z Lawaterem, o rozsądnéj i nieograniczonéj zmysłowości.
Od-dawna już noc zapadła. Część kościoła, w któréj znajdowały się kongreganistki mocno była oświetloną, podczas gdy nawa i ściany ginęły w zupełnej ciemności. Piękny nieznajomy, gdy przerwano jego marzenie, opuścił kolumnę, o którą się opierał, i zwolna przeszedł na bok kościoła.
W jednéj z nim chwili poruszył się z swego miejsca źle odziany i podejrzanej miny człowiek, który otworzył wielkie oczy na widok biletu bankowego danego kwestarce. — Ten człowiek zamiast iść za naszym marzycielem, udał się w stronę przeciwną, w sposób że przechadzając się w około, obaj musieli się spotkać w środ-