Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ten zadrżał i nieco otworzył oczy.
Na widok Anny cofnął się nieco i potarł czoło ręką, jakby się sądził igraszką jakiego złudzenia, a potem nieporuszony zagłębiał wzrok w młodéj dziewicy.
Anna zawstydzona i zapłoniona, chciała odejść, ale marzyciel zatrzymał ją pełnym wdzięku giestem, a wydobywszy z kieszeni przepyszny pugilares, wyjął bilet bankowy wartości dziesięciu liwrów i wręczył kwestarce z głębokim ukłonem.
Stefan konwulsyjnie zacisnął pięści i aż do krwi ugryzł się w usta.
Widział zdała wyraźnie wypisany na bilecie gotyckiemi literami wyraz ten (dziesięć).
— Dziesięć funtów!... a ja dziesięć szyjlingów, mruknął.
Nieznajomy dosyć długo ścigał Annę wzrokiem, podczas gdy daléj zbierała kwestę. Kiedy zginęła w tłumie, wyprostował znagła swe bogate kształty i spojrzał wkoło siebie. To spojrzenie padło obojętnie na Stefana.
— Nie zezowaty! pomyślał Stefan z boleścią.
A potém nagłą uderzony myślą, dodał:
— Lecz gdzież u licha widziałem tę figurę?