Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/634

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo, widzicie, ja was wszystkich szanuję, ile tylko was jest; ale nie lubię was.
— Wielkie to dla nas nieszczęście, signore.
Kawaler Angelo Bembo ukłonił się.
— Nie lubię was, mówił daléj, i gdyby nie Don Jose, dla którego tysiąc razy dałbym się zabić, dawno już byłbym wasze towarzystwo do wszystkich djabłów wyprawił!
— Wielką byś nam przezto wyrządził krzywdę, odrzekł zimno Tyrrel.
— Wielką, albo nie, jednak tak bym uczynił mój panie... Jest między wami tuzin figur, które mi drażnią nerwy... a naprzód ty sir Edwardzie... ale nie gniewaj się, proszę... potém ten doktor Moore, co wygląda jak sęp, na honor!... nakoniec ten zimny fanfaron major Borougham... o! to prawdziwy Anglik! a wreszcie, aby skrócić waszą listę, ów mniemany doktor Müller, którego dyplom radbym kiedy widział zum Teufel!
— Trzeba go było o to poprosić, signore; mówią, że o dwadzieścia kroków przecina on kulę pistoletową na ostrzu brzytwy.
— To dosyć zręcznie... Ale wracając do rzeczy, nie więcéj może wart jestem od ciebie, i okropna rzecz, mój panie, że to sobie przyznać