Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/626

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Posłuchaj! zawołał Boh, cała rzecz tła się ułożyć...
W chwili gdy to mówił, udając chęć zawarcia jakiejś niby kapitulacyi, Bob jak tygrys zwinny rzucił się na lairda i chciał go pchnąć nożem w samo serce. Ale Angus miał się na baczności i odparł niesiony sobie cios. Nastąpiła krótka, a straszna walka. Za chwilę Bob padł pchnięty puginałem w gardło. Angus kląkł mu na piersiach.
Upadając, Bob głową uderzył o ramię Klary, która napół przebudzona podniosła się i usiadła.
Laird zamierzył ramię dla zadania ostatniego ciosu. W téj chwili księżyc wyszedł z po za osłaniającéj go chmury, promienie jego padły na lica Angusa, twarz zaś Bob-Lanterna pozostała w cieniu.
— Mój ojcze! zawołała Klara, mniemając, że się przebudza po śnie straszliwym.
Laird obrócił się mimowolnie. Bob-Lantern korzystając z tego poruszenia, podniósł się za jednym poskokiem i nie tracąc czasu na szukaniu noża, który zgubił w ciągu walki, porwał lairda za gardło i wściekle pociągnął go za sobą.
Klara w obu rękach twarz swą ukryła i wydała okrzyk przerażenia.