Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/625

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dwaj przeciwnicy nim na siebie natarli, przez chwilę nieruchomi, wzajem się sobie przypatrywali.
— Precz stąd, rzekł nakoniec laird przytłumionym głosem; puginał mój dłuższy od twego noża; ale dzieci moje żyją: słyszę oddech Klary... Precz stąd! mogłeś był zabić je, ja nie pragnę twojéj śmierci.
Bob miał wielką ochotę korzystać z pozwolenia. Żywioł roztropności, albo raczéj wrodzonego tchórzostwa, w znakomitéj części wchodzący w skład moralnego usposobienia Bob-Lanterna mocno cisnął go do tych drzwi otwartych, które mu wskazywała tak niespodziewana łaskawość. Ale tchórzostwo ustępowało w nim miejsce chciwości: chciwość zwycięzko panowała w téj skalanéj duszy i w obec niéj ginęło wszelkie inne uczucie, wszelka rozwaga, a nawet bójaźń.
Bob obliczył, że obie siostry przedstawiały kapitał trzechset funtów szterlingów, postanowił więc umrzeć lub zwyciężyć, jak człowiek odważny.
— Nie umiém pływać, odpowiedział ironicznie.
— Precz stąd! powtórzył drżącym głosem, zgrozą przejęty laird.