Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/620

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jego żona ciekawością pragnął widzieć jéj rozwiązanie.
Otóż w jakiém byli położeniu dwaj główni jéj aktorowie.
Laird płynął o kilka tylko łokci od łodzi i widocznie co raz się do niéj przybliżał. Nie wiedział, że go już spostrzeżono: poruszeń Boba nie mógł dostrzedz, bo księżyc świecąc ponad mostem Blackfriars, z przeciwnéj strony rzucał na łódź promienie, a bok widzialny dla Angusa zostawiał w cieniu. Nadzieja pochwycenia nieprzyjaciela, i przekonanie o doskonałéj swéj zręczności w pływaniu, podwajały jego siły. Płynął po-cichu, dla oddechu tylko wznosząc głowę po nad wodę, przygotowany już do rzucenia się niespodzianie na łódź.
Bob przeciwnie, tyłem do światła obrócony, doskonale widział którędy laird płynie i mógł niejako wyrachować chwilę, w któréj dosięgnie łodzi, ale fale wzbite na wodzie przerzynanej piersią Angusa zasłaniały mu rysy jego twarzy.
Widoczną było, że człowiek ten ścigał go. Bob był o tém przekonany. Ale z jakiego powodu to ściganie? W jakim celu ten nieznany pływak tyle zadawał sobie trudu? Zdrada ze