Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/619

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zamilkł, pochylił głowę naprzód i zdawał się podwójnie wzrok swój natężać. Postrzegł, że jakiś ciemny przedmiot porusza się o kilka kroków, płynąc w ślad za jego łódką.
— O! ho! rzekł, cóż to tam takiego?... To jakiś człowiek, na honor, dzielny pływak... Miałżeby on apetyt na mój ładunek?
Bob opuścił środek swojéj łodzi i powoli wczołgał się na tył. Przechodząc koło Klary potrącił ją, a ta słaby jęk wydała.
Bob zaklął okropnie.
— Jeszcze i to!... źle mi ją uśpiono... Żeby Temperancya nie była pijaną po ośm godzin na dzień, byłbym jéj to zlecił, chociaż nie lubię tę biédną kochaneczkę wtrącać w podobne interesa... Ale kiedy ona zawsze pijana!
Bob westchnął z żalu i miłości na wspomnienie o kosztownym nałogu, który mu przed czasem niszczył połowicę, i milcząc oparł się na tyle łodzi.
— Poruszył się! rzekła mistress Gruff w oknie oberży pod Królem Jerzym; pewna jestem tego, bom widziała, że się ruszał... Ah! ah! ładne rzeczy zobaczémy.
Master Gruff nic odpowiedział. Ta szczególna scena mocno go zajęła, z równą teraz jak