Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/577

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Klara z przymileniem spojrzawszy na nią, chwiciła za rękę usiłując uśmiechnąć się.
— Nasz ojciec przyjdzie, rzekła.
— O! tak! nasz dobry ojciec! zawołała Anna obaczémy go znowu... może zabierze nas z sobą do kochanéj naszéj Szkocyi...
— I Stefana? dodała żartobliwie Klara.
Anna cała zapłonęła.
— I ciotkę, szepnęła... i mojego kuzyna... jeżeli on zechce.
— Zechce, moja siostro, zechce... Ale coś się opóźnia nasz ojciec!
Klara te ostatnie wyrazy wymówiła z tak widoczną niespokojnością, że Anna mimowolnie zadrżała. Biédna dziewica przyzwyczajona była instynktownie ulegać wrażeniom siostry, ilekroć naiwna i miła jéj wesołość nie strzegła dziecinnéj słabości jej charakteru. Niespokojnym wzrokiem spojrzała w twarz Klary, i nie znana trwoga natychmiast gwałtowniéj ją opanowała. Klara również cierpiała. Nie mogła wytłómaczyć sobie przyczyny opóźnienia się ojca; zrazu lękała się o niego, a potém o siostrę i o siebie, odnowiło się podejrzenie co do mniemanego Dunkana z Leed, a podejrzenie to, w téj