Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/556

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— O! Boże, Boże! rzekł Bob wybuchając radością, skoro go wprowadzono do młodych dziewic; o! jakże wyrosły!... Moja biedna Effie jużby ich nie poznała, chociaż obie wykarmiła!...
— Effie! odpowiedziała Anna, dobra Effie, nasza dobra mamka... Czy nie jesteś dzierżawca Dunkan z Leed, mój przyjacielu?...
— Mąż naszéj poczciwéj Effie! dodała Klara biorąc go za rękę...
— Ale tak! moje ładne panienki, odpowiedział Bob dobrodusznie; Effie... téj tłustéj Effie, co wam śpiewała nad kolebką rybackie piosnki! Czy pamiętacie to?
— Jakże nie mamy pamiętać! odrzekła Anna ze łzami w oczach; my nic nie zapomniałyśmy, ani piosenek, ani Effie, tkwi nam wszystko w pamięci, cośmy tyle kochały w drogiéj naszej Szkocyi!
— Ale jakżeś się zmienił Dunkanie! dodała Klara z zadziwieniem.
Bob otarł sobie oczy, które, rozumie się, były zupełnie suche.
— Jakże mię cieszy wasz widok! rzekł westchnąwszy zamiast odpowiedzieć; ah! ileż będę miał do opowiedzenia mojéj staréj Effie!