Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/536

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pójdę, odwiedzę wielce szanownego Franka Percewal.
— Zawsze ci byłam posłuszna mój ojcze, odpowiedziała Marya z wzrastającą co chwila boleścią; poddaję się twojéj woli... Ale na imię Boga! wysłuchaj mojéj pośby; przyrzeknij, źe mi powiész... Widzisz mój ojcze, że jestem silna!... Przyrzeknij że powiesz, czy ta kobiéta!...
Zamilkła i położyła rękę na upadającym sercu.
— Czy ta kobiéta, dodała, ma prawo stawać między mną a Frankiem Percewal.
— Przyrzekam, odrzekł lord Trewor po niejakiém wahaniu się.
— Na honor twego nazwiska, ojcze!
— Na honor mego nazwiska...
Już blizko pół godziny nieszczęśliwy, ociemniały sir Edward Mackenzie siedział w głowach Franka Percewala. Stefan Mac-Nab przepędziwszy całą noc i większą część dnia przy swym przyjacielu, korzystał z obecności poczciwego sir Edwarda i ujmującéj jego grzeczności, i wyszedł do Cornhill dla dania znać o sobie.
Od wczorajszego wieczoru nie widział ani matki, ani Klary, o któréj myśl skracała mu długość bezsennie przepędzonéj nocy. Od chwili przybycia sir Edwarda, znikła wszelka niespo-