Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/454

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dnéj i drugiéj strony sypały się rzęsiste jak grad.
— Dobrze Tomciu! śmiało Michu, mój szwagrze! wołał Ślimak w uniesieniu radości... Wódki, czarownico Peg, dla tych dzielnych chłopców. Pójdź Loo, pójdź, podaj pić twemu mężowi!
I na honor było nad czém się unosić, było się czém cieszyć. Mich powtórnym boksem przełamał nos Turnbullowi, a Turnbull, aby ze swojéj strony niepozostał w tyle, okropnie mu napiętnował prawe oko. Zaczynali rozgrzewać się, zbliżyli się ku sobie i razy padały Bóg wie po jakiemu.
Rozerwijcie ich! zawołał Bishop; minuta już przeszła.
Bob i Charlie poskoczyli, każdy porwał swego zapaśnika i odciągnął go gwałtownie w tył.
Peg i Loo przynieśli wódki, to jest: Peg całą szklankę, a Loo połowę, bo drugą połowę niosąc wypiła. Mich połknął resztę, a Bob potarł mu swoim balsamem na około oka.
— Oto mi prawdziwy boks! mówił Ślimak; patrz Loo, patrz na oko twego męża moja siostro; za dziesięć minut spuchnie... Znam ja to, bo jestem mężczyzną!... Będzie wielkie jak ja-