Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/438

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wzięłam miarkę rumu; panie Rob, dwie miarki ginu, kwartę francuzkiéj wódki, pół uncyi cynamonu i szklankę sherry.
— To, to, moja dobra pani... Czy już gorące?
— Wrzące, panie Bob... Zaraz podam.
Peg-Witch znikła na chwilę i prawie natychmiast wróciła z dymiącą się wazą, któréj odór tak był mocny, że aż ją zakrztusił.
— No Mich! wypij szklankę groku, mój synu! zawołał Bob radośnie; to ci doda odwagi mój chłopcze... Wiém, że ci na niéj nie zbywa!... ale nigdy nie mamy jéj nadto.
Bob wokoło ponalewał kipiącéj mięszaniny, Mich wypił jednym ciągiem swą szklankę; Madge naśladowała go, Ślimak skrzywił się i odsunął od siebie ten nowego rodzaju grok, oświadczając, że jest nieznośny.
— Cała rzecz, rzekła Madge, korzystając z chwili, w któréj, aby się napić, wyjęła fajkę z ust; cała rzecz że dosyć tęgi.
— Jeszcze szklankę Mich! odezwał się znowu Bob.
Mich wypił drugą szklankę.
Właśnie gdy kończył, gwałtowne uderzenie nogą otworzyło drzwi wchodowe.