Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/402

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chciwie patrzyli na loże Jego Wysokości księcia Yorku.
Z drugiéj strony teatru nikt nic mógł domyślić się tego co zaszło naprzeciwko. Czarna loża była prawie zupełnie odsłonięta. Jednakże przez czas niejakiś wzbudzała podejrzenie w będącym na służbie kommissarzu policyjnym, — Kazał on jednemu ajentowi pilne dawać na nią baczenie, ale ajent, według zwyczaju sobie podobnych, słyszał rozkaz, zrozumiał go, lecz nie wykonał.
Było to prawie w chwili, gdy Brian de Lancester zwracał na się uwagę całéj publiczności. W kilka minut potém, jak powiedzieliśmy, miało miejsce wejście za połowę ceny. Ślimak i jego towarzysz byli wówczas z prawéj strony sceny, po za lożą, w któréj siedziała sama lady B***.
— Baczność, rzekł po-cichu przewodnik Ślimaka.
A potém, właśnie prawic wtedy gdy był zgiełk największy, dodał:
— Daléj do djabła!
I znikł.
Ślepy Tyrrell zajął jego miejsce.
Ślimak śmiało zapukał do loży księcia Yorku. Trzymał w ręku jakiś papier.