Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/369

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jącego się gnoju, ale do djabla, przytém wszystkiém poczciwy kolega... A skoro człowiek pomyśli, że go żona zdradza dla tego wielkiego szelmy Toma Turnbull.
— Turnbulli ryknął wściekły Bob.
— Ktoś tu przemówił; zawołał Paddy wyskakując z ukrycia; ktoś przemówił, śmierć i krew!... kto tu gada?... kto tu jest!... kto tu podsłuchuje!...
Kapitan schwycił laskę w obie ręce i całémi silami wymłócił nią Boba po karku. Ten uciekł wyjąc. Ślimak trzymał się za boki.
— Nauczę ja cię na przyszłość kraść mi moje fularowe chustki! mruknął Paddy z tryumfem.
Ale zemsta jego dalej sięgnęła niż mniemał. Bob nie bardzo czuł razy jego laski; Paddy serce mu raczéj rozranił.
Nim wrócił do szynku pod fajką i garnkiem, chwiejąc się oparł się o mur i konwulsyjnie ściskał sobie piersi rękami.
— Temperancyo! rzekł, ah!... Temperancyo!... Turnbull! Ścisnął pięści i wściekle niémi pogroził.
— Ah! Turnbull, powtórzył.
Wróciwszy do szynkowni, usiadł obok Micha.