Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lady Ofelia przez kilka sekund wpatrywała się w niego i założyła ręce na piersi.
— O! kocham cię! szepnęła; Bóg nie ma nademną litości!... Kocham cię bardziéj jak kiedykolwiek!... kochać cię będę zawsze!...
— Dzięki ci milady, dzięki! rzekł Rio-Santo zginając kolano. Gdybyś wiedziała, ile jedno twoje słowo dodaje siły mojemu sercu, ile myśli mojéj głowie... Jesteś moim geniuszem, moją nadzieją... I ja także kocham cię! kochać cię będę zawsze!
Usiadł na poduszce u nóg hrabiny, która obie ręce włożyła w świetne pukle czarnych jego włosów.
— Wszak mówisz prawdę spytała? wszak mię nie zdradzisz?... O mój Boże! ta miłość, którą mię obdarzasz, ta miłość tajemna i kradziona, jest cząstką téj którą odrzuca moja rywalka! — Dbam o nią, Jose-Marya; dbam więcéj jak o życie... więcéj jak o honor!... O! moją to winą, że jestem tylko biédną kobiétą, że nie mogę ci nadać należnéj władzy... moją winą, że miałam nadzieję, że mniemałam, iż ty, Rio-Santo, zniżysz się aż do mnie.