Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie powiedział mi nazwiska swego przeciwnika.
— I pan się nie domyślasz jego nazwiska?...
— Owszem milady; domysły moje mają niejaką pewność... ale przychodzę do pani w imieniu Franka i czynić winienem to, co on by uczynił, to jest, zapomnić o pojedynku, a zająć się ważniejszą rzeczą.
— Ważniejszą, mówisz pan! szepnęła hrabina okazując jakąś niechęć.
— Dwie zaledwie upłynęło godziny, zaczął znowu Stefan, jak przywieziono Franka do Doudley-house, omdlałego, umierającego. Okropne zdarzenie, którego nie umiem pani opisać, opóźniło piérwszy ratunek, i nieszczęśliwy przyjaciel mój o mało co nie skonał w oczach moich, o mało nie padł ofiarą zabójstwa...
— Pan mię przerażasz! rzekła hrabina; morderstwo usiłowano na ranionym!...
— Otrucie, milady.
— I... myślisz... możeż pan mniemać, że przeciwnik pana Percewal... co byłoby zgrozą, panie!... wpływa na ten podły czyn?...
Stefan nie odpowiedział, tego zapytania nie był sobie jeszcze zadał, i niepewne podejrze-