Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Niech pana Bóg błogosławi! szepnął po za doktorem Moore, i niech mi Bóg przebaczy, jeślim się mylił oskarżając pana.
Doktor nie raczył się ani obrócić, ani mu odpowiedzieć.
— Dżentlmen jest uratowany, rzekł do Stefana. W niedoświadczoném ręku, rana mogłaby była stać się śmiertelną, ale teraz poczynione są wszelkie środki będące w mocy człowieka... Ręczę za niego.
Stefan skłonił się i wydobył z pugilaresu pięcio-funtową bankocetlę, którą podał doktorowi.
Pan Moore bez przesady nie przyjął tego honorarium.
— Teraz już tu nie jestem potrzebny, rzekł biorąc laskę i rękawiczki; mniemam, że pan mię nie zechcesz dłużéj zatrzymywać?
— Jesteś pan wolny, odpowiedział Stefan.
— Bardzo dobrze! odpowiedział pan Moore idąc do drzwi.
Stanął w chwili gdy miał próg przestąpić, znowu włożył obie ręce w obszerne kieszenie czarnéj swéj sukni i obrócił się.
— Teraz mówisz pan, że jestem wolny, odezwał się dobitnie ostatni wyraz wymawiając; otóż chcę panu pokazać młody mój panie, że