Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tylko baronetami... Wasza Wielmożność nie znasz tego markiza?
— Rio-Santo! rzekł znowu Stefan; spotkali się zapewne...
I kogóż zapytać? mój Boże! od kogo dowiedzieć się?...
Dokąd biedź! dodał Jakób; przez litość, Wasza Wielmożności, nie dręcz biédnego starca. Nie zrozumiałem słów pańskich, ale zdaje mi się... O! jeżeli Wasza Wielmożność wiesz gdzie jest mój pan, powiedź mi... Pobiegnę, choćbym miał umrzeć w drodze, będę się starał przynieść mu pomoc... Mój pan! dodał załamując ręce i zalewając się łzami, mój mały Francis, którego na ręku nosiłem, którego kołysałem, którego kocham!
Stefan, którego niespokojność własna powiększała się bardziéj jeszcze na widok takiéj rozpaczy starego Jakóba, zbliżył się do okna i machinalnie podniósł firankę.
Jakiś powóz przejeżdżał w téj chwili koło rogu Regent-Street.
— Niestety! mówił dalej Jakób, już to jakieś nieszczęście ciąży nad tym szlachetnym domem. Prawie wszyscy Percewalowie ojcowie i synowie poginęli w pojedynkach... a dewiza okala-