Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie mówią nic pewnego, ale każdy staje się nieufnym, nie chcą przyjąć nędznéj dziesięcio-funtowéj banknoty bez obejrzenia jéj przynajmniéj dwadzieścia razy.
— Nie bój się Walterze, kochany przyjacielu, rzekł Edward z uśmiechem. Wkrótce dostarczę ci banknotów, które każdy chętnie przyjmie... idź.
Wekslarz wymierzonym krokiem przeszedł salę i zniknął drzwiami od schodów wiodących do jego sklepu.
Smith zwolna obszedł salon i zajrzał za wszystkie drzwi, dla przekonania się czy kto nie podsłuchuje. To dopełniwszy wrócił do Edwarda.
— Przyjacielu Smith, rzekł Edward, na przyszłość bądź roztropniejszy, a z pistoletem igraj tylko w razie koniecznéj potrzeby. To broń za nadto gadająca, a nie jesteśmy tu już w naszym ziemskim raju w Teviot-Dale... Ale dosyci o tém: widziałem sam, że cię za nadto mocno ściskali... Mam nadzieję, że nasi ludzie nie gardzą jeszcze naszémi banknotami?
— Jak czasem, odpowiedział pan Smith; nasi dostawcy, z przyciskiem i uśmiechem wymówił ten wyraz, wszystko biorą z ufnością; ale pańska dawna przyboczna gwardya, z kraju który