Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tak to co innego, rzekł Edward wstając. Liczę na was dziś wieczór... Wy nawzajem liczcie na mnie i nie lękajcie się niczego. Bądź zdrowa Fanny.
Mistress Bertram wyszła drzwiami któremi przybyła, a które prowadziły do magazynu strojów, tak samo trzy inne schody wiodły do sklepów dolnych, a piąte kommunikowały się z biurem Edwarda i spółki.
— Czy masz mi co powiedziéć Falkstone? spytał Edward.
— Jakże stoi pański interes z dzisiejszéj nocy?... odpowiedział jubiler śmiejąc się.
— Jak zawsze, Falktone, jak zawsze... Nie długo będzie nas niepokoił!
— Tém lepiéj!... komuż mam wręczyć część mojego funduszu.
— Jak zwykle, mistress Bertram.
Falkstone skłonił się i wyszedł.
— Złe nowiny panie, rzekł wekslarz Walter skoro został sam ze Smithem i Edwardem: wczoraj nie chciano mi zmienić trzech naszych banknotów, a w City zaczynają krążyć niepokajające wieści.
— Cóż mówią?