Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie chcę jéj... A ty Falkstone?
— Interesa idą bardzo licho.
— A ty Fanny? przerwał zniecierpliwiony Edward obracając się do mistress Bertram.
— Moja kassa jest na twoje panie rozkazy, odpowiadziała ładna kupcowa; ale wiele w niéj jeszcze brakuje dla uzupełnienia téj, summy.

~ Wezmę ile masz moja Fanny... Ty jesteś dobra i nieoszacowana dziewczyna... A ty mości Practice?
— Powiém Waszéj Wielmożności, odrzekł były prokurator; jasno i bez ogródki to, co Jéj powiedział szanowny sąsiad mój pan Falkstone; interesa idą powoli, idą opłakanie, a dodam nawet, ze wcale nie idą.
— I nakonieć mości Practice?
Były prokurator po trzykroć otworzył gębę, nim wyrzekł następującą odpowiedź:
— Moja kassa, taka jaka jest, a Bóg wie, ze nieobfita, ale nakoniec taka jaka jest, jest na rozkazy Waszéj Wielmożności.
Pan Edward nieco pomyślał.
— Co do ciebie, Smith, rzekł po chwili, wiem ile masz... Dla Boga panowie, zasypiacie, daję słowo! ilekroć żądam od was jakiéj bagatelki...