Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oknu i chciał podnieść firankę. Klara chciała go zatrzymać błagalnym giestem, ale on nie uważał na tę niemą prośbę, i droperya zesunęła się z szelestem po utrzymującym ją drucie.
Klara, Stefan i mistress Mac-Nab razem spojrzeli na ulicę.
Nie było już nikogo w oknach piérwszego piętra przeciwległego domu; przez ich szyby widzieć się tylko dawały podwójne fałdy jedwabnych firanek.
Klara mocno odetchnęła.
W chwili gdy Klara znowu skryła się za firanką, Edward opuścił także swoje okno. Wstał z miną człowieka, grą znudzonego i pociągnął za sznurek od dzwonka.
Natychmiast pokazał się mały murzyn.
— Idź i uderz w dzwon środkowego salonu.
— Ile razy panie?
— Pięć.
Mały murzyn wyszedł, lecz nie témi drzwiami przez które przybył Bob-Lantern.
W kilka sekund usłyszano pięć długich i głuchych uderzeń w kierunku, którym się udał mały murzyn. Pan Edward tą samą drogą wyszedł z budoaru.