Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Klara wysunęła bojaźliwie swą białą rękę, to znowu ją ukryła i znowu chciała podnieść firankę. I podniosła ją, ale bardzo mało!... a jednak było to dostateczném. Mogła widziéć tego, o którym myśl napełniała jej życie. — Oko Edwarda roztargnione i pływające w czczości, nie szukało okna. Wtedy Klara nie tyle się lękała i znowu pierwsze swoje przybrała stanowisko.
Po upływie kilku minut nastąpiło to, co mogła była przewidzieć, czego może i pragnęła. Edward przestał marzyć, a oko jego naturalnie znowu spojrzało w okno.
O! zapewnić możemy, że Klara stały miała zamiar ukryć się znowu. Raptem pociągnęła za muszlin, ale muszlin zaczepił się, jakaś przeszkoda, zapewne zapomniana szpilka, niedozwoliła spaść firance i młoda dziewica stanęła bez zasłony wprost pięknego marzyciela, który wpoił w nią namiętne spojrzenie..
— Klaro! zawołała mistress Mac-Nab.
Klara nie słyszała.
W spojrzeniu Edwarda znajdowały się upajające wyrazy. Niemy, czuléj niż własnym głosem mówił: kocham cię.
— Klaro! zawołał także i Stefan.