Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A jakże! Tomciu, mój kotku odpowiedział gruby Charlie, plunąwszy poczerniałą od tytuniu śliną wprost na sam środek pobielanych szyb, poszli dla nas po drobne.
— Charlie ma słuszność, poparł Ślimak, na pół obnażone dziecko, którego już wyniszczone rysy, znamionowały się najgorszemi namiętnościami.
— Milczeć, obrzydliwy Ślimaku! ostro odpowiedział Charlie; rozumie się, że mam słuszność, przeklęty bębnie.
— Tak, Charlie, mruknęło dziecko; każdy wié o tém.
Tom Turnbull wstał i nic nie mówiąc wlazł na ławkę, aby mógł co dojrzeć przez kraty.
— Cóż tam u djabła robisz, Tomciu? spytał Charlie.
— A tak Tomciu, co tam robisz? dodał Ślimak nieznośnym swym głosem.
— Tomcio zeskoczył, usiadł znowu między towarzyszami i położył palec na ustach.
— Sza! rzekł po-cichu.
— Sza! powtórzył Ślimak mnóstwem giestów zalecając milczenie.
Charlie pociągnął go za ucho.