Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dawał znaczenie rozrzarzające jego gorączkę i podwajające cierpienia. Skoro Rio-Santo pochylał się ku Maryi i otaczał ją całą magią wzroku swojego, Frank drżał od wściekłości; skoro Marya podniosła oczy na Rio-Santo, Frank mniemał, że czytał w nich lękliwą, ale wymowną w swéj cichości miłość, i wtedy wściekłość jego zamieniała się w szaleństwo.
A jednak stał na miejscu, w sercu jego wrzały uczucia gwałtowne, boleśne, nie szukał ucieczki, bo zakochany miłuje nawet własną męczarnię.
Tak upłynęło godzin kilka. Jedna okoliczność przerwała natężoną uwagę Franka. W chwili gdy rozmowa gruppy, któréj przewodniczyła łady Campbell ożywiała się do najwyższego stopnia, Rio-Santo, zapewne uniesiony jéj zapałem, zmarszczył brwi na chwilę. Światło kandelabru prosto mu na twarz padało. Patrzący na niego Frank, zadrżał i poraz drugi spytał sam siebie, gdzie widział tego człowieka? Ale rysy Rio-Santa wróciły wnet do zwykłego wyrazu, a Frank znowu zwątpił. Wspomnienie przychodzące mu na myśl wiązało się z tak okropnym wypadkiem; to istotne, czy też urojone podobieństwo przywoływało mu na pamięć tak straszliwy obraz,