Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A jedna stanęła i patrzy przed siebie
Becząca, a tamta swych jagniąt już dwoje otula
I liże karmiąca. . . . Bo zimno na dworze – poranek
Wiosenny, przed słońcem się mrozi – lecz w głębi – o jakże
Prześlicznie poczute to dziewczę samotne, pasterskie! . . .
Tak dzikie, dziewicze! . . . jak cudny ten ciemny
Płaszcz – gruby z łachmanów draperyi! . . . na glowie ten kaptur
Śpiczasty! . . . tak zimno! . . . du! . . . du! . . . du! . . . perłowe zębięta
Tak dzwonią – i rączki się nagie tak tulą do piersi
Tęskniacej – a nóżki jej bose, malutkie – w ogromnych
Drewnianych sabotach, drżą z zimna, na nędzy koturnie . . .
Weź jagnię na ręce zziębnięta dzieweczko, a jagnie,
Co sama ogrzejeszs przy łonie swym tęsknem, i ciebie
Ogrzeje swą wełną, beczące – tak zimno! tak chłodno!
Gdzieś w dali skowronek się ozwał i umilkł – a góry