Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szyzma dziegciem nie ochrzciła ! . . .
Ale obok stromej skały,
Ot! źródełko wypłynęło,
Gdy w ludziach czucie zginęło –
Szlocha źródło czarną skałą,
Obok cichy więzień z brodą
Kuje młotem – i rzekł: w ciało
Się na wieki słowo – stało ! . . .
Jam kapłanem matko biedna!
I dziecię ochrzcił wodą –
Znowu więcej dusza jedna –
I cichaczem tak chrzcił dziecko,
Jakby zbrodnię knuł zdradziecką,
Szepcze matka nieszczęśliwa,
Niech: Bolesław się nazywa! . . .
A niech nad promienie słońca
Kocha Polskę aż – do – końca! . . .
I skonała – a z łańcuchów
Dusza poszła chórem duchów,
Z dźwiękiem młotów uleciała
Jako z lilii, z formy ciała,
A dziecina pozostała,
Tylko nad nią Bóg!
Co nad zwątpień próg
Wznosi dusze – piętrzy ciała! . . .
Wśród zbirów dziecino mała
Może wzrośniesz zbawcą kraju! –
Może cię „według zwyczaju”
Car tak dobrze wypiastuje
I tak dzielnie wymusztruje,