Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


– „Dom nasz otwarty tułaczej starości,
Cichy mnich odrzekł – i rozwarł podwoje, –
Każdego z smutnych witamy w miłości,
To cela, starcze – oto łoże twoje.” – –
I spoczął przybysz – zatrzasnął drzwi celi,
Oko go ludzkie rzadko widywało,
Czasem się tylko jego skroń zabieli
Śród lip cmętarza, albo gdy świtało,
Idący bracia do rannego chóru
Czasem go pod kolumną spostrzegali
W mroku kościelnym, z głową śród kapturu
Stał – i wraz znikał – bracia coś szeptali. . . .
Minęły lata – aż raz po nieszporze
W dzień cichy, jasny, świętalny, majowy,
Brzmiał jeszcze organ i śpiew konał w chórze
Z dymem kadzideł wzlatując nad głowy. . . .
I za ołtarzem w ustronnej kaplicy
Znaleźli go – bez życia zakonnicy –
Na marmurowej podłodze o ścianę
Wsparty, miał w ręku głaz – a w piersi – ranę –
Klęczał jak posąg, walk wysiłkiem blady,
I cicho było – i jasno w około,
A od załomów gotyckiej arkady
Strzelał mu promień na szerokie czoło [1] . . . .


  1. Umieszczony w „Dzienniku literackim” lwowskim.