Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Winna mieć szczęście ludzkości, co budzi
Na gody wieczne, wiedzę – z snów przyszłości –
Dla bohatera co legł dla ojczyzny,
Lub dla niej cieższem żył od śmierci życiem,
Ma uśmiech bóstwa, płaszcz z gromów wyszyciem,
Co był w jego gwiazdolity blizny. . . .
Dla maluczkiego – który zdziałał swoje –
Pogodę – jako pieśń żniwiarzy chóru,
Pokój – co w duchu gra jak dzwon wieczora
I z sercem matki – na grób klosów zwoje –
Na ustach pieczęć ma dla przyjaciela,
Która rozwiąże jego pocalunek
I w oku dużą łzę – pocieszyciela –
A w piersi serca loretański dzwonek,
I bezimienną smętność ma twarz biała,
Z wyprężonymi namiętnie ramiony,
Lecz nóg skrzydlatych lot jej skajdaniony
Wieńcem narcyzów – by nie wędrował. . . .
A dla sumienia dręczonych narodów
Ma wyraz taki – jak piekło zbawione,
Porywający na dzień ducha godów
W loty miłości, milością szalone! . . .
A dla tyranów m a potworu lica,
Jak zbrodnie, co na grobie ich usiędą,
I w swych pochodni blask, jak błyskawica
Piekło ich piersi rozświecały będą! . . .
O! tu jest wszystko bracie! . . . ale nie ma
Boleści wielkiej – która matką ducha,
W miłość się zmienia, mękami olbrzyma