Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pojrzyj w to jasne – czyste – polskie niebo,
Co nam jak chleb powszedni jest potrzebą –
Pełne piorunów śpiących, grzmotów ryku
W wieńcach tęcz – pełne łez – żurawi krzyku,
I niezgłębionych głębi – i tajemnic
Błyskawicami rozdzieranych ciemnic,
Spojrzyj! i zbudź się ludu! z twej niewoli! . . .
Ludu! zaklęty ptaku! uderz w skrzydło,
Bo nie dla ciebie tyranów wędzidło! . . .
Wołam ku tobie wśród piekła swawoli,
Ach! bo niewola boli mnie twej woli! . . .


∗             ∗

Ty! co zapalasz słońca, jak gromnice,
Gaśnienie planet wskrzeszasz piorunami,
Patrz! na tę ziemię, ludów błagalnicę,
Jak z krzyża do Cię tęskni ramionami! . . .
Patrz na nią! wszystkich gwiazd twoich oczami!
Z dymów pożogi rozkwefiam jej lice
Arfę zarzucam w niebo –
   Jak kotwicę! . . .