Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PAMIĘCI SIERAKOWSKIEGO



On jak Grek starożytny, z ran bestyi skrwawionych
Wyciągał drzazgi, kolce, osładzał ich dolę,
Otulał ich nagość, ochraniał kąkole,
Ich ciemność oświecał, ogrzewał zmrożonych –
Obraniał katowanych katów od katuszy –
Ale kiedy wybiła godzina świąteczna,
Której grom wśród sumienia polskiego nie zgłuszy,
(A gdyby głuszył – hańba! Tej głuchocie wieczna!)
On się zerwał – i gotów czynu apostołem
Szedł – walczył – krwią naznaczał ołtarze ofiary
Androklesa – lew poznał – i przed bydląt kołem
Lizał mu stopy – wierny do śmierci lew stary –
Ale jego – ta hydra, której los poprawiał,
Którą ogrzał – rozdarła, na relikwie ludu,
Na hańbę swą!...
                  On słońce z szubienic pozdrawiał
I modlił się za katów – pełen łaski cudu!...