Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Która na grobach kwitnie tak wesoło,
Jakby kochanki ustrajała czoło….

I drzewa mają łzy swoje; posłuchaj, kiedy prastary dąb w rozrzewnieniu szumi nad głową twoja stuletni dramat wspomnień dziejowych, kiedy lipa matrona, której chór pszczół wtóruje, rozrzewni się łzawą epopeją, i z różańca swego spuszcza perły majowe… i kiedy brzoza elegiczna, długiemi warkoczami, przetkanemi w perły rusałczane, na niebieskiej szybie polskiego stawu, w cichą noc zamiata gwiazdy majowe, jak rozżalona nad niemym łabędziem, który krąży cichem, złotem kołem, jak zaczarowane wspomnienie — I kiedy z listków brzęczących jaworów spadają perły rzewne, jak ostatnie łzy rozstania, czy kiedy z szemrzącej topoli nadwiślańskiej spadnie łza cichej skargi, czystsza niż ta, co spadła z liców Maryi Teresy, gdy podpisując rozbiór Polski, zbrodniarka się stawała, która: gdyby była wyrobnicą i skradła trochę zboża lub przędzy, zamknięto by ją ze złodziejami, ale że okradła naród Sobieskich, znalazł się tuzin historyków i filozofów tłomaczących jej położenie. — Wolę niemy a tak wymowny szum borów sosnowych, straszny i uroczysty jak pochód sprawiedliwych dziejów, czystsza ich złota żywica w słońcu zroniona…. Wolę łzę wierzby spróchniałej nad cichą rzeczułką i starej, dzikiej gruszy cmentarnej, co we łzach szumi i furkocze jak sztandar zestrzelany.