Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chillon



Z nad fal Lemanu witaj mi ołtarzu
Wolności, z gniazda wyrosły niewoli!
Przy tobie Polak w jasnej aureoli
Widzi swą przyszłość po dziejów cmentarzu
Idącą cierniów drogą, co nie boli!...
Stąpiłem w ciche, olbrzymie komnaty,
Suną się rzędem – to sądowa sala,
To sala tortur, kędy ciała szmaty
Przy wolnym ogniu padały na ducha
Powiew, prężone pętami łańcucha,
Trzeszczały w okowach, aż Lemanu fala
W mury te tłukła Okeanid łkaniem,
Ale nie ludzkich serc tu zmiłowaniem;
Dalej zbrojownia, schody w dół, ciemnice.
Otchłań czarna jak piekło, gdzie lampy strażnice
W grobach tych więźniom mrugały przez lata,
U góry światło, w pajęczynach krata,
I sklep, gdzie więzień na śmierć już skazany
Ostatnią noc nocował, i w kajdany
Dzwoniąc, ze wstrętem rzucał światło świata;
A w środku wielkie sklepione więzienie,