Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Pani Hańska.djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Balzac wciąga się w tę korespondencję. Pochłonięty swoją pracą, mógł on oddać kobiecie nadmiar swojej wyobraźni — a nadmiar ten był olbrzymi — ale w życiu realnem nie miał poprostu dla niej... czasu! Kiedy podążył za margrabiną de Castries do Aix, poszły tam za nim korekty, rozpoczęte rękopisy, zobowiązania; aby im nastarczyć, Balzac wstaje o piątej rano, pracuje do piątej popołudniu i dopiero resztę czasu oddaje swojej damie... Nic dziwnego, że kobietom to nie wystarczało i że je drażnił ten podział. Otóż tutaj Balzac może połączyć wymagania tego idealnego flirtu z wymaganiami swego dzieła. Pisze długie listy, a ton stopniowo staje się coraz gorętszy. W lutym 1833 pisze: „Kocham cię, choć nieznaną...“ W marcu: „Już zanadto panią kocham, mimo iż cię nie