Strona:PL Stefan Grabiński-Księga ognia.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzucał na obecną przy tem bratanicę, przekonały Pronia że natknął na jakąś tajemnice.
— Sądzę stryjku — rzekła z decyzją w głosie panna Łączewska — że nie mamy powodu kryć się z tem przed panem.
— Jak uważasz, Helu — odezwał się z uczuciem ulgi ksiądz. — Zresztą właściwie to twoja sprawa.
— Tak, panie doktorze — przyznała otwarcie panna — to są nasze odlewy.
— Państwa? Nie rozumiem.
— Tak, to znaczy u nas, tutaj powstałe i wytworzone.
Proń zmarszczył brwi i przez chwile bystro wpatrywał się w bladą dziewczynę.
— Tak — szepnął po chwili — powinienem pył sam się tego wcześniej domyślić. To są zatem znaki fluidycznych członków, wyciśnięte podczas anormalnych stanów, w jakie pani zapada.
— Tak — potwierdził ksiądz — Hela istotnie ulega od czasu do czasu dziwnemu stanowi, zbliżonemu do snu, niby do śpiączki, po której przejściu znajdujemy niekiedy owe stygmaty. Zauważyliśmy to po raz pierwszy przed paru laty na glinie, którą przypadkowo wtedy pozostawiła w pokoju dziewka w misie. Odtąd ilekroć Hela zapadnie w swoją dziwną senność, umieszczam obok jej krzesła za zasłoną miednicą z woskiem, gliną lub parafiną.
— Hm... — mruknął uczony — typowy proceder medjumistyczny. — A głośno dodał:
— Pani musi być znakomitem medjum. Nawet nie przypuszczała pani dotąd, w jak wyjątkowe właściwości wyposażyła ją natura.
— Hela jest tylko ulubienicą duchów — tłómaczył ksiądz, niezadowolony znać z koncepcji Pronia.