Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

jako chwast, z głębi lasów prastarych, wydarte ze szczytów i pochyłości gór, pójdą wnet posłuszne w rudozieloną głębinę słonego morza, głową na doł upadną, śmigłym wierzchołkiem zanurzą się w leje, wydrążone przez parę w twardem podłożu, na pięć metrów głęboko zakopią się na wieki pod dziewięciometrową wody głębiną, ażeby wiekuistą niepodległość Światopełkowej dziedziny zbudować. Zaciosy wieńcowe, wklęsłe fugi, śruby żelazne i mutry na moc wkręcone spoją je w jedno paliszcze, niezłomne dla sześciometrowych bałwanów burzy najbardziej szalonej.
Na szynach kolei stoją dziwne kształty kafarów, pracowicie spełniających swe zadanie. Przenosi się z miejsca na miejsca kran Osgood’a, kwadratowy potwór z szyją żórawia, tańczący wokół swej osi, z kawałem surowca, lub belką olbrzymią w kłach paszczęki istny turoń, pomykający raz za razem z błyskawiczną szybkością. Bliższą przestrzeń zagradzają baraki z jasnych tarcic, nakryte płaskiemi daszkami z niepowabnej papy, pełne posłań i długich stołów jadalni zbiorowej, — klozety, roznoszące w nieskalanem powietrzu potworny fetor odchodów kilku setek pracowników, — stosy porozmiatanych desek i obrobionych przęseł, które wnet pójdą na swe miejsce w tamie portu gdyńskiego.
Na widnokręgu stoją w ordynku porządnym niezliczone czarne pryzmaty torfu wydobytego już z głębi i w suche złożonego cegiełki. Lekka para wiekuistej zgnilizny nosi się nad niedosięgłym dla oczu obszarem chylońskiego pustkowia. Leżały tam drzewiej piaski denne, głęboką pracą morza złożone, a wodą nasiąkłe,